Niedawno nakładem wydawnictwa Atra World ukazały się dwie książki przybliżające świat polowań na Dalekim Wschodzie i w górach Kaukazu przełomu XIX i XX w.
Pierwsza z nich, „18 dni łowów na Kaukazie” Władimira Schildera, wyszła w zeszłym roku. To kronikarski zapis łowieckiej wyprawy grupy myśliwych z wielkim księciem rosyjskim Sergiuszem Romanowem na czele do jednego z obfitujących w zwierza łowisk w obwodzie ługańskim. Obiektem szczególnego zainteresowania są przede wszystkim żubry kaukaskie, ale na pokocie znajdują się też m.in. kozice, niedźwiedzie i jelenie. Interesujące są nie tylko kronikarski zapis przebiegu łowów, lecz także skrupulatna dokumentacja sposobów polowań, łącznie z opisami zbiorówek prowadzonych na wysokości ponad 1000 m, oraz bardzo obrazowe oddanie ducha rywalizacji między myśliwymi. Doprawdy zadziwia zapał łowców, którym niestraszne trudne warunki bytowe czy nagłe zmiany aury. Żywności pochodzącej z otwartej leśnej spiżarni jest wszak pod dostatkiem.
W książce zamieszczono także opis kilkunastodniowych łowów widzianych oczami jej innego uczestnika, łowczego Franciszka Józefowicza Kratkija, a ponadto dwa teksty z uwagami na temat żubrów kaukaskich i krótką relację z upolowania przedstawiciela tego gatunku.
„W borach Mandżurii” Mikołaja Bojkowa to czwarta książka ukazująca się w serii „Rubieże Tajgi”, która zabiera czytelników kilka tysięcy kilometrów dalej od Kaukazu – na Daleki Wschód. Autor dzieli się kolejną porcją zaskakujących przygód i wspomnień z łowieckich wędrówek po bezkresnych lasach Mandżurii. W 16 krótkich, lekkich opowiadaniach kreśli obrazy spotkań z tygrysami ludojadami – budzącymi postrach duchami gór, bezwzględnymi władcami tajgi, z wrośniętymi w jej nieprzeniknioną strukturę lesowikami i tajożnikami, bandyckimi szajkami hunhuzów oraz nieustraszonymi wędrowcami. Bojkow relacjonuje łowy na tygrysy, marale i dziki, ale wspomina też m.in. epidemię dżumy. Sam obawiał się zarażenia tą śmiertelną chorobą po pobycie w jednej z myśliwskich fanz. Czas narzuconej sobie kwarantanny trawił na polowaniach. O ile przyjemniej byłoby pandemiczną samoizolację spędzać w łowisku, prawda? Autor przybliża także, jak przebiegają intrygujące poszukiwania żeń-szenia, uchylając rąbka tajemnicy związanej z tym rzadkim zajęciem oraz właściwościami samej rośliny.
Wszystkie te wspomnienia łączy motyw bezwzględnego i surowego prawa natury, w myśl którego śmierć niesie człowiek, ale równie dobrze role myśliwego i ofiary mogą się odwrócić. Każdy popełniony przez łowcę błąd, każdy przejaw nieposzanowania niepisanych reguł tajgi mógł być tym ostatnim. Po raz kolejny zadziwiają spostrzeżenia autora na temat rozwoju oderwanej od natury cywilizacji oraz konsekwencji nadmiernego eksploatowania zasobów tajgi. W ogóle nie straciły one na aktualności.
Należy tu zwrócić uwagę na jeden aspekt tłumaczenia książki. Niemal w każdym opowiadaniu w tle wydarzeń pojawiają się cedry. W istocie chodzi jednak o sosny syberyjskie, potocznie zwane też limbami lub cedrami syberyjskimi. Warto o tym pamiętać, by podczas lektury stworzyć w wyobraźni właściwy obraz opisywanego otoczenia.
„18 dni łowów na Kaukazie” w przekładzie Romana Sikory oraz
„W borach Mandżurii” w przekładzie Tomasza Krawczyka (obie w formacie 165 x 235 mm i miękkiej oprawie, odpowiednio 175 i 130 str.)
ADP, mat.rekl. | Brać Łowiecka 05/2023






