Do panteonu pogromców tygrysów-ludojadów, takich jak Jim Corbett i Harry Caldwell, których polscy czytelnicy mogli poznać dzięki wydawnictwu Atra World, dołącza Kesri Singh, nadzorca łowiecki indyjskich maharadżów, który swoją funkcję pełnił od lat 20. do połowy ubiegłego wieku. Swoimi przygodami łowieckimi i opisami zaledwie kilkunastu z przeszło tysiąca spotkań z dużymi drapieżnikami, którymi był zafascynowany, dzieli się na kartach książki „Jeden człowiek i tysiąc tygrysów”.
Polowanie na tygrysy od podszewki. Recenzja książki „Jeden człowiek i tysiąc tygrysów”
Misjonarz ze sztucerem. Recenzja książki „Błękitny tygrys”
Wielu czytelników z pewnością kojarzy nazwisko Jima Corbetta, wielkiego łowcy tygrysów ludojadów w Indiach. Znacznie mniej znany jest Harry Caldwell, który wsławił się w polowaniu na te drapieżne koty w południowo-wschodnich Chinach. 48 położonych przez niego tygrysów robi jeszcze większe wrażenie niż 33 osobniki (w tym dwa lamparty) na rozkładzie u Corbetta.